184 powiaty w jeden dzień

Kiedyś uważałem, że zmiana czasu pomiędzy letnim a zimowym nie ma sensu. Od kilku już lat jednak dostrzegam w tym ogromną szansę i kibicuję by ten relikt przeszłości zachował się jak najdłużej. Co zrobić z dłuższą dobą?

W ubiegłym roku wykorzystaliśmy ją by bez większego spieszenia się znaleźć kesza w 15 krajach i 25 regionach w ciągu jednego dnia. Czy czegoś brakuje? Oczywiście! Co z powiatami?

Plan

Gdzie jechać na powiaty? Po przeklikaniu się przez mapę Europy naturalnym wyobrem wydaje się być Szwajcaria. Oficjalny podział administracyjny dzieli ten kraj na 26 kantonów i ponad 2100 gmin. W Project-GC – jedynym powiatowym źródle prawdy geocachera – kantony mapują się na regiony, a gminy – na powiaty. Tym sposobem na powierzchni niewiele większej niż nasze województwo mazowieckie, mamy wg projeku 2113 obszarów administracyjnych. Raj dla powiatowego keszera.

Co ciekawe, w zdecydowanej większości z nich jest przynajmniej jeden aktywny kesz i to zazwyczaj w całkiem miłym miejscu dla takiego pomysłu.

Szwajcaria jawi się jako powiatowy raj, powiatów jest tam ogromna ilość, są nieduże i mają kesze.

~ m2mPL

Samo planowanie trasy pochłonęło niesamowicie dużo czasu, a finalna trasa jest wynikiem znacznej entropii wyrażonej w „a dobra, spróbujmy teraz tutaj”. Wiedzieliśmy, gdzie chcemy skończyć, by być w miarę blisko zarezerwowanego noclegu. Nie do końca było jasne gdzie zacząć. Zachodnia część Szwajcarii jest wyraźnie drobniej podzielona, więc wiedzieliśmy, że jakoś w tamtą stronę powinniśmy nasz plan ciągnąć. W efekcie powstał plan na 235 powiatów, ze starannie dobranym keszem i wyliczonym planem przejazdu. Miało nam to zająć nieco ponad 27h, więc nawet na dłuższą dobę zapas był. Najdłuższy odcinek jazdy pomiędzy keszami miał 9 minut. Mieliśmy też zasadę, że po 2-3 minutach szukania bez skutku odpuszczaliśmy i lecieliśmy dalej.

To był zdecydowanie najbardziej wymagający plan z naszych wszystkich wyjazdów, trudniejszy do realizacji niż 15 krajów jednego dnia.

~ marcin3243

Drużyna

Co tu dużo pisać. Najlepsza.

Od lewej: m2mPL, Emson_, kranfagel, daksya, marcin3243, gorgony, Dominisia_krk, piechurek7, soratte. Finalnie na dzień powiatowy zostaliśmy jednak w ósemkę, bo soratte musiał się od nas odłączyć.

Dzień powiatowy

Keszowanie w Szwajcarii było dla nas nowością. Większość z nas miała tylko jednego szwajcarskiego kesza z ubiegłego roku. Tymczasem podróż przez szwajcarskie wioski to zupełnie inna historia.

Nie zna Szwajcarii ten, kto nie słyszał tu dzwonków krów o drugiej w nocy.

~ Emson_

Każdy w busie miał swoją rolę, którymi przez cały dzień się rotowaliśmy. Były oczywiście osoby szukające, które na każdym postoju wysiadały z busa i szukały skrytki. Był reasearcher, którego zadaniem było zapoznanie się z hintem, ostatnimi logami i zdjęciami kesza, co miało przyspieszyć sukces. Był nawigator, który musiał nawigować wg planu do następnej ikonki, a pod koniec dynamicznie dopasowywać się do uciekającego czasu, ścinając trasę albo wyznaczając powiatowe skróty. Mieliśmy także dwóch kierowców, a także miejsca w busie przeznaczone na odpoczynek. Wszystko przez całą dobę działało jak w zegarku.

Zaskoczyła nas liczba pojemników nano. Tych takich malutkich, do których zwinięcie z powrotem logbooka zajmuje bardzo dużo czasu, i do których ciężko się wbić. Nawet w miejscach, w których zmieściłaby sie zwykła petka albo nawet klipsiak, Szwajcarzy wydają sie lubić dawać te małe magnetyczne ustrojstwa. Zdecydowanie wpłynęło to na nasz końcowy wynik.

Wiele do życzenia pozostawiała także pogoda. Trafiliśmy na bardzo deszczowy, momentami ulewny dzień. Było chłodno i wietrznie, co wcale nie pomagało w szukaniu.

Przez dużą część zbierania keszy towarzyszył nam deszcz albo bardzo silny deszcz. Czy to był problem? Oczywiście, że nie. Czy bawiliśmy się świetnie? Oczywiście, że tak!

~ m2mPL

Na szczęście obyło się bez awarii i bez mandatów (pryznajmniej tych na żywo). Znaleźliśmy kesze w 184 powiatach, przy czym ostatni z nich był w Bazylei, i wymagał od nas skakania przez dwa płoty, gdy próbowałem być mądrzejszy od nawigacji. Na trasie niestety zostawiliśmy duże kilkanaście DNFów, wynikających prawdopodobnie z pośpiechu.

Czy było warto?

Pytanie. Jasne że tak. W naszych statystykach pojawia się kolejna pozycja, którą ciężko będzie przebić, a która zawsze będzie nam przypominać o tym szalonym dniu i przygodach, które razem przeżylismy.

O wyjeździe najlepiej świadczy fakt, że mimo szalonej formy pojechałbym na niego ponownie.

~ marcin3243

Gdy do tego dodam jeszcze, że w trakcie tych kilku dni znaleźliśmy 20 webcamów i wiele innych keszy mających w sumie ponad 25 tysięcy punktów FP, to wyjdzie że te prawie 4500 przejechanych kilometrów były kolejnym niezapomnianym keszowym wyjazdem, w którym miałem ogromną przyjemność uczestniczyć.

Dziękuję 🙂